Boeing 737 - odrzutowy autobus
Choć bazowa konstrukcja modelu Boeing 737 pochodzi z 1967 roku to nie przeszkadza mu być najpopularniejszym na świecie, wąskokadłubowym samolotem pasażerskim.
Jest takie stare powiedzienie konstruktorów samolotów, że jeśli coś dobrze wygląda, to będzie i dobrze latać. Myślę sobie, patrząc na schodzące do lądowania 737-500, że to najpiękniejszy powietrzny autobus jaki do tej pory zbudowano! Ma w sobie coś z klasycznych amerykańskich samochodów, dystyngcję i rozmach - o ile te przymiotniki wogóle pasują do latającej ciężarówki.
Dosyć często i regularnie zdaża mi się latać samolotami tanich linii lotniczych. Kilka razy miałem okazję przeżyć lądowanie w kiepskich warunkach pogodowych różnymi samolotami. Może to kwestia subiektywnych odczuć i przekonań, ale w Boeingu zawsze czuję się jakoś tak - bardziej bezpieczny. Przypomina mi się pewna historia, kiedy wracając z wakacji w Maroko, zbiegiem wielu okoliczności znalazłem się na pokładzie Roayl Air Maroc. Nie unikam eksperymentów jeżeli chodzi o korzystanie z różnych przewoźników, żadko jednak - a szczerze to nigdy - nie byłem tam miło zaskoczony. Przyznaję, że przed kupieniem biletu nie specjalnie zadbałem o informacje, co to za linie lotnicze. Spodziewając się tego co zwykle - ścisku, nerwówki - wszystkich złych rzeczy, które jeśli mogą, to z całą pewnością wydarzą się prędzej, niż później… Przekornie, okazało się, że Royal nie jest marketingowym wybiegiem w tym przypadku - a określeniem standardu - miło, wygodnie, może nawet trochę luksusowo… Wszystko zapowiadało się dobrze - gdyby nie pogoda na lotnisku w Berlinie. Mokro, mgliście, wietrznie, ponuro..
Ach, ale opowiedzieć chciałem o urokach B-737 nie o pogodzie… Kiedy rozpoczęło się schodzenie do lądowania, nauczony doświadczeniem, mniej więcej wiedziałem co mnie czeka. Zwykle, w takich sytuacjach, kiedy do odczucia mocno sfatygowanego samolotu dodać obawy, co do umiejętności pilotów - to delikatnie mówiąc - lekka choroba morska gwarantowana. Zwykle bywa tak, że nie opuszcza cię wrażenie, że za chwilę wszystko się rozleci. Z takim nastawieniem, może nie wiele było mi potrzeba, żeby docenić kunszt pilotów i doskonałość maszyny. To jest jedno z wielu, miłych wspomnień związanych z B-737, w takich trudnych chwilach życie wydaje się być na prawdę bezcenne.
Ot jedna z wielu przygód, może jak znajdę chwilę opowiem ich więcej.
Posted: grudzień 4th, 2009 under Uncategorized.
Comments: none